Relacja Basi Karpały i Róży Rychlik

Ja muszę we wstępie napisać, że dla mnie każde spotkanie z Basią i z Różą jest niezwykle wzruszające, ponieważ kiedy w 2004 roku wybierałam się na swoje pierwsze Camino de Santiago jedyną informację w języku polskim o tamtej drodze stanowił artykuł Basi o ich wędrówce do grobu Św. Jakuba. Wtedy nie przypuszczałam, że poznam je osobiście, a to, że przyjechały na sandomierski Szlak Muszli przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam. Kasia Bednarz

P8190037b

Z Różą udało nam się dojść do Wiślicy. Pewnie poszłybyśmy dalej, gdyby nie mój wyjazd na festiwal do Jarosławia. Bardzo dobrze nam się szło i nawet pogoda nam dopisała. Dopiero w przedostatni dzień trochę nam popadało. Miło się szło przez sady, ale to istny labirynt. Dobrze, że były znaki. Ale muszę tu przyjechać na wiosnę. To musi być coś pięknego! Ludzie spotkani w tych sadach, przemili. Pozwolili się żywić owocami, byle nie brać do kieszeni. Ale nie było potrzeby korzystać z takiego zaproszenia.
Pierwszą noc spędziłyśmy w remizie strażackiej udostępnionej przez sołtysa. Wprawdzie było brudno jak cholera i „kloć” na polu, ale umościłyśmy sobie wygodne posłanie na ławkach i było ok. Mili chłopcy z sąsiedniego boiska wypytywali nas po co idziemy. No wiesz, dziwowisko na całą wieś. I wreszcie zadali nam pytanie: „I chce się paniom tak na stare lata?” :-)) Ale naprawdę byli mili.
Klimontów jest bardzo piękny, ale ciągle nie mam szczęścia zobaczyć klasztoru Dominikanów. Zawsze zamknięty. Ksiądz bardzo miły, udostępnił nam starą plebanię. Spotkaliśmy tam małżeństwo z Warszawy na rowerach – on Hiszpan. Pewnie kojarzysz, bo chyba rozmawiałaś z nimi.
Potem była chyba Wiśniowa. Nawet nie wiedziałam, że jest tam pałac Kołłątaja i jego serce w kościółku. Ksiądz udostępnił nam organistówkę. Wprawdzie jeszcze bez wody i „klocia”, ale na podłodze były dywany, więc spało się całkiem nieźle. No i zaczął kombinować, jak tu przyspieszyć remont i co zaplanować w związku z takim zainteresowaniem trasą. Dobrze, niech główkują. Bardzo był miły.
No i potem chyba był Kotuszów. Pokojarzyłyśmy księdza, bo przecież był na spotkaniach w Krakowie. Bardzo nas ugościł, chlebem, kiełbaską, ogóreczkami. Jeszcze włożył do plecaka konserwę i pomidorki. Niesłychane, żeby tylko nie zbankrutował, jak tak liczba pielgrzymów wzrośnie. No i polecił nam miłą agroturystykę.
A szło się tymi lasami pięknie. Drogi są bardzo urokliwe. I gdzieś nam sarenka mignęła, i ptaszki śpiewały. Grzybów niestety nie było. A ludzie niektórzy już zorientowani, inni wypytywali „co to za słoneczka”. Potem z Szydłowa dotarłyśmy do Stopnicy. Ksiądz w Kotuszowie odradzał pójście przez las, bo jeszcze tam nie poznakował. Bał się żebyśmy nie zbłądziły. Więc kupiłam dobrą mapę na jakiejś stacji benzynowej i stamtąd dotarłyśmy do Wiślicy. W Czerwonym Chotlu trafiłyśmy na odpust Św. Bartłomieja, a Wiślicy pooprowadzał nas przystojny kleryk. Bardzo ciekawie opowiadał. Spałyśmy w agroturystyce podanej na Twojej rozpisce.
Co do szlaku, to w paru miejscach – głównie na skrzyżowaniach – miałyśmy wątpliwości. Np. w Śmiechowicach. Idzie się prosto, ale nie ma znaku na skrzyżowaniu, ani zaraz za. W Świątnikach też nie znalazłyśmy znaków. Wyszłyśmy na nosa. Pobłądziłyśmy też trochę przed Ossolinem. Tam był wprawdzie znak, ale nie domyśliłyśmy się, że trzeba skręcić w prawo. To było chyba w Nasławicach. Potem było takie trójkątne skrzyżowanie z kapliczką. Doszłyśmy potem do Ossolina, ale inną drogą.
Jednak najbardziej klarowne są strzałki. Muszla była skierowana początkowo w różną stronę i chyba to nas zmyliło. To uwaga dla wszystkich, że powinno się ustalić która strona muszli wskazuje kierunek. To zresztą trochę tak jak w Asturii i Galicji. Nie doszli do porozumienia.
Ale poza tym było OK. Jesteśmy pełne podziwu dla Waszej pracy.
A jak tam udało się Krystynie? Pozdrów ją od nas.
Pozdrawiamy w ogóle wszystkich Sandomierzan i Tarnobrzeżan Caminowiczów.
Aaa i dotarł do mnie Pielgrzymek nr 2. Dziękujemy za taki opis i zdjęcie!
Wyczytałam o spotkaniu we Wrocławiu i przejściu szlaku do Złotoryi. Żałuję, że pracuję nawet w soboty i nie mogę tam dołączyć.
Pozdrawiam, Róża się dołącza
Barbara

Basiu, Różo, ja dziękuję, wszystkie uwagi przyjmujemy do serca i w miarę możliwości poprawimy, żeby się kolejni pielgrzymi nie gubili. Najbardziej mnie rozbawił ten przystojny kleryk. :):):) I te słoneczka. A sołtysa z remizą kojarzę. Postaram się znaleźć tam jakieś lepsze miejsce na nocleg.
Co do klasztoru w Klimontowie – gdyby ktoś jeszcze chciał zwiedzić – to jest klasztor skasowany, od lat zamknięty, w pomieszczeniach poklasztornych mieszka tylko jeden ksiądz, natomiast w kościele bardzo rzadko odbywają się Msze św. Trzeba prosić o możliwość zwiedzenia księży na pobliskiej plebanii, a warto – bo to perełka! K.B

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.