Madonna z Dzieciątkiem na Via Regia

Hans Memling, XV w., Madonna z Dzieciątkiem, św. Jakubem i św. Dominikiem

Dziewica z Dzieciątkiem między św. Jakubem, a św. Dominikiem

Tak brzmi pełny tytuł XV-wiecznego obrazu, który obecnie wisi w jednej z mniej uczęszczanych sal paryskiego Luwru. Zwraca uwagę nie tylko sporym rozmiarem, lecz przede wszystkim przepięknie dobraną, ciągle żywą kolorystyką oraz imponującą kompozycją i harmonią postaci. Rzuca się w oczy spokój, kameralny nastrój, bardzo dekoracyjna kolorystyka, symetryczny układ kompozycji i zbytnia idealizacja postaci – to wszystko razem cechuje malarstwo niderlandzkiego artysty z XV w., Hansa Memlinga.

Po pierwsze niezwykły porządek – wszystko jest tu na swoim miejscu: tron, na którym w centrum zasiada Matka Boża i okna z krajobrazami – umieszczone symetrycznie po bokach. W komponowaniu układu postaci wyraźnie oddzielono w środkowej części górę, czyli sferę sacrum i dół – sferę profanum. To również jest mocno charakterystyczne dla religijnych przedstawień Memlinga: centralne miejsce jego obrazów zwykle przysługuje postaciom „wysokim” czyli ważnym. Obok Chrystusa czy Maryi można tam zobaczyć tylko apostołów czy innych świętych, często w tzw. postawach wstawienniczych.

Memling, jak twierdzą znawcy, wyspecjalizował się w przedstawieniach Madonny z Dzieciątkiem. Uważa się, że malarstwo tego artysty w doskonały sposób wyraża ducha okresu przejściowego: łączy tematykę i atmosferę późnego średniowiecza z delikatnymi impulsami nadchodzącego odrodzenia.

Uważny widz przetrze jednak oczy ze zdumienia. Św. Jakub Apostoł wita Boże Dziecię przyodziany w strój pielgrzyma do Composteli? Camino de Santiago to dopiero IX w., a stojący po prawej Dominik de Guzman pojawił się przecież na świecie jeszcze później. Obecność świętych zdaje się więc przypominać istnienie odwiecznych Bożych zamierzeń wobec każdego człowieka: „zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1, 5). Jezus, powołując swoich apostołów, wypełniał plan Zbawienia, nie było w tym przypadkowości, tak jak nie ma jej na obrazie Memlinga. Wszystkie związki czasowe oraz porządek chronologiczny są mało istotne, gdy chodzi o zamierzenia Najwyższego. Dla Niego wszak nie ma nic niemożliwego. Sto czy tysiąc lat – czymże są naprzeciw Wieczności? W tym kontekście nietrudno zobaczyć razem maleńkie Dziecię Boga z Matką Dziewicą i nietrudno zgodzić się na możliwość ich adoracji przez postaci pojawiające się na historycznej scenie dopiero wiele lat później. I w tym kontekście łatwiej uwierzyć w to, co wydaje się być „nie-do-wiary”: w Niepokalane Poczęcie, Boże Narodzenie, pojawienie się św. Jakuba nad Atlantykiem czy choćby we wszystkie legendy o św. Dominiku Guzmanie. Wiara jest tu fundamentem i sensem, na jej mocnej podstawie wolno Memlingowi namalować i tym samym połączyć na wieki osoby, które w ludzkiej czasoprzestrzeni nie miałyby możliwości wspólnego spotkania. Na obrazie Memlinga niemożliwe staje się możliwe.

Przyjrzyjmy się atrybutom, których użył artysta, aby nie było wątpliwości, że na pewno chodzi o TEGO Jakuba i TEGO Dominika. Muszla i kapelusz są bardzo charakterystycznymi symbolami św. Jakuba Apostoła (Większego). Wszak pielgrzymi zmierzający do jego grobu takie właśnie znaki noszą do dzisiaj. Krzyż i biały habit potwierdzają z kolei tożsamość św. Dominika. Wszystkie te akcesoria wiele znaczą dla współczesnych chrześcijańskich pielgrzymów, pozostanie pytaniem, czy były tym samym już w chwili narodzenia Jezusa? Ale takie jest przecież malarstwo średniowieczne – pełne zagadek do rozwiązania, szczegółów do odczytania, znaków do zinterpretowania. Oparte na tzw. sacra conversazione czyli przedstawianiu Maryi na tronie w otoczeniu świętych, którzy zdają się być pogrążeni w niezwykłej rozmowie. Nic dosłownego, nic realnego, bo przecież nie jest w sztuce najważniejsze ścisłe trzymanie się szczegółów historycznych. Istotniejsze bywa ukryte przesłanie, których w malarstwie Memlinga mnóstwo, a wielu z nich do dzisiaj nie wyjaśniono. W jego obrazach jest wiele istotnych drobiazgów, na które zazwyczaj nie zwraca się uwagi w ogóle lub których objaśnianie dzisiaj nie ma wielkiego sensu.

Wiadomo natomiast na pewno, że żyjący w latach ok. 1435–1494 Hans Memling, urodzony w niemieckim mieście Seligenstadt, w 30. roku życia został wpisany na listę obywateli miasta Brugii. A przez Brugię, belgijskie miasto znane z przepięknych koronek, przebiega stary szlak zwany Via Regia, który zmierza do Santiago de Compostela. Jak widać, Memling mieszkał przy Camino de Santiago i widok pielgrzymów z muszlami, którzy zmierzali do grobu świętego zapewne nie był mu obcy. Malarz zawarł związek małżeński z Anną Valkenaere i nabył trzy domy w centrum Brugii. Należał do grona najbogatszych mieszkańców miasta, wstąpił do bractwa religijnego, a do jego zleceniodawców należeli bogaci brugijscy mieszczanie, często przedstawiciele wiodących cechów, kupcy, armatorzy, członkowie zakonów. Kupiec o imieniu Jacques (czyli Jakub) i nazwisku Floreins, właściciel sklepu z przyprawami, który zamówił u Memlinga ten obraz, ożenił się z Hiszpanką pochodzącą z Burgos. Jeżeli przyjrzymy się postaciom klęczącym na pierwszym planie po lewej, zobaczymy kupca oraz jego syna i towarzyszących im nieznanych już dziś ludzi. To właśnie św. Jakub przyprowadza ich i przedstawia Madonnie i Jezusowi. Symetrycznie po stronie prawej jego żona i 12 dziewcząt prowadzone są przez św. Dominika. Żona przedstawiona jest tutaj jako wdowa, a więc obraz dokończony został pewnie już po śmierci Floreinsa. Jedna z namalowanych nosi habit dominikański, co tłumaczy obecność patrona zakonu.

Kiedy w 1490 r. zmarł sponsor obrazu, dzieło wyjechało do hiszpańskiego Burgos. W XIX w. trafiło do Luwru.

aut. Kasia Bednarz

Advertisements

Możliwość komentowania jest wyłączona.